Najpierw wam się przyznam do czegoś...
NIE CHCE MI SIĘ ! :-)
Serio!
Mam jakiś zastój w lepieniu, bo inne rzeczy zajmują mi głowę i za ładna pogoda żeby tkwić ileś godzin przy stoliku i lepić!
No, ale jako jedna z twórczyń MMH po prostu mam obowiązek zrobić pracę pokazową...
Ustalonym porządkiem, poszły na tapetę KOLORY.
I jak wcześniej udawało mi się zrobić jakiś misz-masz bez problemu, to teraz cały miesiąc byłam w ciemnej....(...)
I siedzę, i kminię, i kombinatorstwo uprawiam, a tu nic z polotem nie przylazło...
No nic to, myślę, najwyżej w trakcie trwania wyzwania coś dodam do posta... Ale gdzieeee tam... Wiedziałam, że sama się oszukuję!
Ale przypomniałam sobie, że są w planach domki dla moich małych szkoleniowców... Takie na słoiczkach, oj,wiecie! Dach z pokrywki, oklejone modeliną, dodane okna i drzwi i dzieciaki mogą coś sobie tam schować...
Tak więc i ja zrobiłam domek. Oczywiście , wersja na magnesach, bo ja lubię płaskorzeźby.
Magnesik jest szeroki na 8 cm, a wysoki na 6 cm. Widać jak na dłoni! :-)
Tak więc kolory są mniej więcej takie jak powinny.:-)
Bo u każdego z nas pojawiały się inne tony na monitorze!
U mnie np pierwszy kolor na palecie to jasna zieleń, u innych był to bladoniebieski!
Trochę szczegółów....
I jak? :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomyślunki Andzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomyślunki Andzi. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 maja 2015
niedziela, 1 lutego 2015
Dawno, dawno temu....
Aktualne wyzwanie na MMH potrafi pobudzić wyobraźnię....
Książka była ze mną od dziecka...
Pamiętam, jak z zapałem i wypiekami na twarzy, czytałam pod kołdrą przy świetle z latarki...
To były magiczne chwile, i są ze mną do dziś. Tyle, że już nie muszę robić tego pod kołdrą.
A za latarkę służy sam czytnik, który jest moim najcenniejszym skarbem w domu.
Wiem, co powiecie, że e-booki to już nie to, że szelest kartek, zapach papieru, to jest nie do zastąpienia...
Ale jestem zdania, że ważne jest, żeby czytać, a nie na czym. Moje życie jest trochę zabiegane, nieobliczalne, więc taki czytnik mi ułatwia życie w różnych przypadkach.
Np u lekarza... Dzieci biorą swoje ulubione pozycje czy lektury, a ja mój skarb wyciągam... I tak dwie godziny czekania jakoś mija...
Tak więc, jak został ustalony temat, od razu skojarzyła mi się baśń...
Baśnie zawsze rozbudzały wyobraźnię, więc od razu do głowy wpadło:
Czarownica!
Tak z kotłem i trutkami!
A, że ostatnio lubię łączyć bardzo dużo mediów w jednej pracy, to po godzinach spędzonych nad robótką, wyszło mi takie cuś...
To pierwszy tak duży format, trochę masy poszło w siną dal.... Ale mam nadzieję, że nie na marne...
18 na 22 cm sam obrazek z masy. Potem dodam ramę. Narazie położyłam na symulowaną ramkę... :-)
Gadżety na półkach...
Straszna, trująca mikstura...
Klucze do tajemnej szafeczki... I ziółka...
Ogarek świecy....
Pupilek...
Nawet ma ohydnego włosa na brodzie!
Tajemna księga...
Suszki...
Rozwiany włos...
Cóż tam może być???
Kociołek i palenisko...
Czacha w nocy straszy!
A ten wywar też jest toksyczny!
Oczy i włosy do wywarów...
Netoperek...
I butki...
A tutaj krótki filmik jak wszystkie dyndadełka dyndają... :-)
Jak się wam podoba, czego brakuje, a może coś szczególnego się spodobało?
Nie jest doskonały, ale się uczę pilnie... Np wykorzystałam tu masę Super Sculpay i jestem zachwycona! Twarze mi idą lepiej, ręce już też, no ta masa jest bardzo dla mnie "przyjazna"... ;-)
Albo Cernit, seria Nature... Fantastyczna struktura masy, taka z włoskami i tyci kropeczkami! Pokochałam od razu! A ile możliwości!!! Tu akurat rękawy od bluzki czarownicy są z Cernitu zmieszanego z Fimo, i chusta, też Cernit z Premo! akurat...
No lubiem zamieszać, cóż zrobiem... :-)
Książka była ze mną od dziecka...
Pamiętam, jak z zapałem i wypiekami na twarzy, czytałam pod kołdrą przy świetle z latarki...
To były magiczne chwile, i są ze mną do dziś. Tyle, że już nie muszę robić tego pod kołdrą.
A za latarkę służy sam czytnik, który jest moim najcenniejszym skarbem w domu.
Wiem, co powiecie, że e-booki to już nie to, że szelest kartek, zapach papieru, to jest nie do zastąpienia...
Ale jestem zdania, że ważne jest, żeby czytać, a nie na czym. Moje życie jest trochę zabiegane, nieobliczalne, więc taki czytnik mi ułatwia życie w różnych przypadkach.
Np u lekarza... Dzieci biorą swoje ulubione pozycje czy lektury, a ja mój skarb wyciągam... I tak dwie godziny czekania jakoś mija...
Tak więc, jak został ustalony temat, od razu skojarzyła mi się baśń...
Baśnie zawsze rozbudzały wyobraźnię, więc od razu do głowy wpadło:
Czarownica!
Tak z kotłem i trutkami!
A, że ostatnio lubię łączyć bardzo dużo mediów w jednej pracy, to po godzinach spędzonych nad robótką, wyszło mi takie cuś...
To pierwszy tak duży format, trochę masy poszło w siną dal.... Ale mam nadzieję, że nie na marne...
18 na 22 cm sam obrazek z masy. Potem dodam ramę. Narazie położyłam na symulowaną ramkę... :-)
Gadżety na półkach...
Straszna, trująca mikstura...
Klucze do tajemnej szafeczki... I ziółka...
Ogarek świecy....
Pupilek...
Nawet ma ohydnego włosa na brodzie!
Tajemna księga...
Suszki...
Rozwiany włos...
Cóż tam może być???
Kociołek i palenisko...
Czacha w nocy straszy!
A ten wywar też jest toksyczny!
Oczy i włosy do wywarów...
Netoperek...
I butki...
A tutaj krótki filmik jak wszystkie dyndadełka dyndają... :-)
Jak się wam podoba, czego brakuje, a może coś szczególnego się spodobało?
Nie jest doskonały, ale się uczę pilnie... Np wykorzystałam tu masę Super Sculpay i jestem zachwycona! Twarze mi idą lepiej, ręce już też, no ta masa jest bardzo dla mnie "przyjazna"... ;-)
Albo Cernit, seria Nature... Fantastyczna struktura masy, taka z włoskami i tyci kropeczkami! Pokochałam od razu! A ile możliwości!!! Tu akurat rękawy od bluzki czarownicy są z Cernitu zmieszanego z Fimo, i chusta, też Cernit z Premo! akurat...
No lubiem zamieszać, cóż zrobiem... :-)
sobota, 10 stycznia 2015
Moje wsparcie WOŚP 2015
A ja też obiecałam wziąć udział, i biorę! A co!
Nie mam dużo, bo fałdów przysiadłam tylko raz, ale aż do nocy dłubałam...
Niestety, z czasem na lepienie ostatnio u mnie krucho, ale jak widzicie spinam poślady, hi,hi...
Więc tak: do porównania dałam wam zapałeczkę, żeby wielkość można sobie było wyobrazić. Pogoda u nas kiepska, więc cudowałam z fotkami jak zwykle...
Wyszło jak wyszło, jutro idzie na licytację do sztabu WOŚP w Wińsku (czyli do GOKu).
Jak wam się podobają takie malizny? Przyznam, że fajnie się je robiło, i będzie wiecej takich na moich sklepikach. Sprawdzajcie TU.
Nie mam dużo, bo fałdów przysiadłam tylko raz, ale aż do nocy dłubałam...
Niestety, z czasem na lepienie ostatnio u mnie krucho, ale jak widzicie spinam poślady, hi,hi...
Więc tak: do porównania dałam wam zapałeczkę, żeby wielkość można sobie było wyobrazić. Pogoda u nas kiepska, więc cudowałam z fotkami jak zwykle...
Wyszło jak wyszło, jutro idzie na licytację do sztabu WOŚP w Wińsku (czyli do GOKu).
Jak wam się podobają takie malizny? Przyznam, że fajnie się je robiło, i będzie wiecej takich na moich sklepikach. Sprawdzajcie TU.
wtorek, 11 listopada 2014
Wstaaaać, bacznoooość ! Bendem nauczać ! ;-)
Pamietacie, w którąś sobotę wybrałam się na "babskie"spotkanie do GOKu, czyli Gminnego Ośrodka Kultury w Wińsku?
Poznałam przesympatycznych ludzi i dwie super Agnieszki; Jedna przyjechała mieszkać tu aż z Warszawy i założyła dla dzieciaków ogród sensoryczny zwany "Ścieżką Zmysłów". Druga jest dyrektorką GOKu, straszna kolczykomaniaczka!
Pogadałyśmy sobie fajnie i co się okazało! Szukają amatorów, którzy mogą pokazywać , na czym polega ich pasja!
Tak więc, jak z torbiszczem pełnym moich kalekich pierdół wylądowałam w gabinecie dyrektorskim, stała się jasność.... Oczy świeciły jak na Duracelach. Dziewczynom pomysł się spodobał i nawet same chcą przyjść i się czegoś nauczyć. Najśmieszniejsze, że ja będę się tak naprawdę uczyć razem z nimi!
Ale zabawa może być przednia, a w tym czasie moje pociechy mogą pochodzić na kursy plastyczne czy teatralne.
Zdjęcia porobione, plakaty się drukują i 18 listopada zaczynamy!
Teraz wrą przygotowania moje, jak tu ogarnąć temat, bo będzie to zależało od tego, kto by chciał przyjść. Ale na bank będzie też biżuteria, he,he!
niedziela, 31 sierpnia 2014
Pierścień z... bleeeee.... :-)
Witam was, kochani , po dłuższej przerwie na książki... Wiecie, nie samym lepieniem człowiek żyje, czasem i ducha trzeba zadowolić. No i polenić się też czasem...
Ale wracam z nowymi pomysłami.
Jednym z tych pomysłów jest robienie własnych tutoriali. I nie spodziewajcie się babeczek czy innych wielce popularnych masówek...
Ode mnie dostaniecie całkowicie co innego... ;-)
Jak już pisałam wcześniej, lubię cały czas eksperymentować z technikami, zwłaszcza z tymi domowymi. Nie uwierzycie, ile rzeczy można wykorzystać do robienia tekstur, czy wzorów na polimerze! Ja oczywiście, spróbuję wykorzystać je w całkiem dziwaczny lub zabawny sposób!
Oto mój pierwszy tutek!
Bierzemy kawałek brązowej modeliny z paczki, lub sami dobieramy kolorystykę zbliżoną do koloru gleby. Potem wciskamy ją w bazę pierścienia nadając jej kształt kopczyka, lub może być też na płasko.
Nie uwierzycie, ale zamiast się męczyć narzędziami, można wspomóc się zwykłym granitowym kamykiem! Oczywiście czystym i wyszorowanym!
Ja zrobiłam niewielki kopczyk z dziurką...
Użyłam bazy pierścienia w kolorze srebrnym o średnicy 2,5 cm. Ale podczas pieczenia i tak masa odkleja się od bazy, więc możecie go potem przykleić gdzie wam się żywnie podoba! :-)
Potem do piekarnika na 15 min, bo potem pójdzie tam jeszcze raz!
Po pieczeniu i wystygnięciu, nakładamy czarną lub ciemno brązową farbę akrylową. Nadmiar jej zaraz ścieramy wilgotną szmatką, coby nie przesadzić. Każdy musi robić to "na oko" najlepiej. Ma przypominać ziemię, ot co!
Potem faza druga, kiedy kopczyk nam schnie...
Rozrabiamy masę na ...rosówki! Glisty, dżdżownice, jak zwał, tak zwał! Możecie też zrobić białe , krótkie robaczki, co wam przyjdzie do głowy!
Moja wersja jest jak zwykle niekonwencjonalna, bo jak wiecie, ja lubię nosić cos innego niż wszyscy!
Tak więc kombinujemy z kolorystyką (i to jest najfajniejsze!) ile wlezie! Moja masa czekała na mnie dwa miechy, bo wtedy miałam zrealizować ten projekt. Rozrobiłam masę i... poszła do worka, bo z czasem nie stałam ! Ja tak mam, spokojnie! :-)
Pamiętam, że do transparentnej dodawałam ciut różu i brązu i chyba pastele suche... Ale to też robię na wyczucie i nie jestem w stanie przedstawić wam przepisu doskonałego. Na bank jest duuuużo transparentnej, bo ma być efekt półprzezroczystego robaczka.
Odrywamy kawałeczki, rolujemy w cienki wałeczek i cieniutką igłą (ja mam igłę długą do frywolitki) robimy wgłębienia na człony dżdżownicy. Staramy się rolować w tył i przód, ale to jak każdy woli.
A tu układamy na kopcu w dowolnej ilości... :-) Pamiętajmy, że kolor się zmieni po wypieczeniu!
Wreszcie powoli idziemy do końca roboty...
Rozrabiamy na czymś (u mnie kapsle po Monte do picia) trochę modeliny w płynie. U mnie to Fimo Liquid. :-) Dosypujemy startych suchych pasteli i mieszamy. Ja użyłam dwóch czerwieni widocznych na fotce. Potem delikatnie rozprowadzamy po robaczkach, starając się nie upaprać naszej gleby. Polecam wcześniej lekko podociskać robaczki do gruntu, lub w tej fazie podlać trochę samym liquidem, żeby nam nie odpadły podczas noszenia. :-)
I znów do piekarnika, tym razem dałąm na 25 min na 125 st.
Po wypieczeniu i wyschnięciu dobrze jest pomalować błyszczącym lakierem, bo nada to szklistości naszym dżdżowniczkom!
Po wyschnięciu.... Taaa Daaaa ! Baza gotowa! Jeszcze pozostało nam ją wkleić do bazy lub użyć w innej formie...
A tu efekt końcowy....
Ładny, prawda?
Jeśli podobają się tego typu tutoriale to piszcie w komentarzach, co jeszcze chielibyście zobaczyć, a ja przemyślę pomysły...
Ale wracam z nowymi pomysłami.
Jednym z tych pomysłów jest robienie własnych tutoriali. I nie spodziewajcie się babeczek czy innych wielce popularnych masówek...
Ode mnie dostaniecie całkowicie co innego... ;-)
Jak już pisałam wcześniej, lubię cały czas eksperymentować z technikami, zwłaszcza z tymi domowymi. Nie uwierzycie, ile rzeczy można wykorzystać do robienia tekstur, czy wzorów na polimerze! Ja oczywiście, spróbuję wykorzystać je w całkiem dziwaczny lub zabawny sposób!
Oto mój pierwszy tutek!
Bierzemy kawałek brązowej modeliny z paczki, lub sami dobieramy kolorystykę zbliżoną do koloru gleby. Potem wciskamy ją w bazę pierścienia nadając jej kształt kopczyka, lub może być też na płasko.
Nie uwierzycie, ale zamiast się męczyć narzędziami, można wspomóc się zwykłym granitowym kamykiem! Oczywiście czystym i wyszorowanym!
Ja zrobiłam niewielki kopczyk z dziurką...
Użyłam bazy pierścienia w kolorze srebrnym o średnicy 2,5 cm. Ale podczas pieczenia i tak masa odkleja się od bazy, więc możecie go potem przykleić gdzie wam się żywnie podoba! :-)
Potem do piekarnika na 15 min, bo potem pójdzie tam jeszcze raz!
Po pieczeniu i wystygnięciu, nakładamy czarną lub ciemno brązową farbę akrylową. Nadmiar jej zaraz ścieramy wilgotną szmatką, coby nie przesadzić. Każdy musi robić to "na oko" najlepiej. Ma przypominać ziemię, ot co!
Potem faza druga, kiedy kopczyk nam schnie...
Rozrabiamy masę na ...rosówki! Glisty, dżdżownice, jak zwał, tak zwał! Możecie też zrobić białe , krótkie robaczki, co wam przyjdzie do głowy!
Moja wersja jest jak zwykle niekonwencjonalna, bo jak wiecie, ja lubię nosić cos innego niż wszyscy!
Tak więc kombinujemy z kolorystyką (i to jest najfajniejsze!) ile wlezie! Moja masa czekała na mnie dwa miechy, bo wtedy miałam zrealizować ten projekt. Rozrobiłam masę i... poszła do worka, bo z czasem nie stałam ! Ja tak mam, spokojnie! :-)
Pamiętam, że do transparentnej dodawałam ciut różu i brązu i chyba pastele suche... Ale to też robię na wyczucie i nie jestem w stanie przedstawić wam przepisu doskonałego. Na bank jest duuuużo transparentnej, bo ma być efekt półprzezroczystego robaczka.
Odrywamy kawałeczki, rolujemy w cienki wałeczek i cieniutką igłą (ja mam igłę długą do frywolitki) robimy wgłębienia na człony dżdżownicy. Staramy się rolować w tył i przód, ale to jak każdy woli.
A tu układamy na kopcu w dowolnej ilości... :-) Pamiętajmy, że kolor się zmieni po wypieczeniu!
Wreszcie powoli idziemy do końca roboty...
Rozrabiamy na czymś (u mnie kapsle po Monte do picia) trochę modeliny w płynie. U mnie to Fimo Liquid. :-) Dosypujemy startych suchych pasteli i mieszamy. Ja użyłam dwóch czerwieni widocznych na fotce. Potem delikatnie rozprowadzamy po robaczkach, starając się nie upaprać naszej gleby. Polecam wcześniej lekko podociskać robaczki do gruntu, lub w tej fazie podlać trochę samym liquidem, żeby nam nie odpadły podczas noszenia. :-)
I znów do piekarnika, tym razem dałąm na 25 min na 125 st.
Po wypieczeniu i wyschnięciu dobrze jest pomalować błyszczącym lakierem, bo nada to szklistości naszym dżdżowniczkom!
Po wyschnięciu.... Taaa Daaaa ! Baza gotowa! Jeszcze pozostało nam ją wkleić do bazy lub użyć w innej formie...
A tu efekt końcowy....
Ładny, prawda?
Jeśli podobają się tego typu tutoriale to piszcie w komentarzach, co jeszcze chielibyście zobaczyć, a ja przemyślę pomysły...
Etykiety:
biżuteria,
blog,
ciekawa,
Fimo,
handmade,
jewelry,
modelina,
OOAK,
polymer clay,
Polymeranna,
Pomyślunki Andzi,
Premo!,
unique
Subskrybuj:
Posty (Atom)
