środa, 2 kwietnia 2014

Olaboga...

Znowu za tydzień robią kiermasz w szkole, i jak zwykle rodzice muszą coś DAĆ. Upiec, wydziergać czy inną formą wytworzyć. I nie chodzi o to, że mi się nie chce. Tylko,że dowiaduję się tydzień przed, po drugie, dzieci w klasie jest 10-cioro i tylko paru rodziców cokolwiek robi, a przeważnie tylko chodzi o ciachulca na jakąś uroczystość.
 Więc wczoraj na zebraniu (miałam w dwóch klasach !) okazało się, że potrzebują ludzi i do robienia palmy na cito ekspres, i do kiermaszu, bo nikt już nie chce się angażować, bo ludzie pracują i ciężej im wyłuskać czas. No ciasto to jeszcze pikuś, ale dobrze by było jeszcze dać coś innego. A tu tydzień został!

 No dobra, do kiermaszu się zgłosiłam, i to na dwie klasy, bo szkoda mi , żeby dzieciaki nic nie zarobiły, bo zapowiada się biednie już na start. Oczywiście zrobię jakąś biżuterię, bo co teraz innego? Ręka jeszcze nie pozwala na latanie harytatywne i udzielanie się cały czas gdzieś. Ale z tygodnia robi się 4 dni na takie prace, bo jeszcze wyjazdy mamy i nici z robótek wtedy. No wszystko na hura!

 W klasie Bartka przyszły 4 osoby, i pani patrzy na nas, żebyśmy się do wszystkiego pozgłaszali, bo nie ma komu nawet tej biednej palmy podrutować, o kwiatkach nie wspominam nawet! Tak bida w wiejskich

szkołach, choć pani dyrektor się stara jak może!

Tak więc z poczuciem obowiązku wspomożenia finansowego klas 1 i 2 oddalam się, by kombinować, co zrobić, żebym zdążyła przez 4 dni zrobić tyle towaru ,żeby dzieciaki były zadowolone. Bo tyle mogę spróbować. I napewno nie będzie to nic skomplikowanego, bo za 2 zł to nawet materiału bym nie odzyskała. Plus jest taki, że wyrobię sobie rękę bardziej do takich rzeczy.

Pozdrawiam Was i piszcie, czy też tak macie na zebraniach, że czujecie, że od was zależy czy coś się wogóle odbędzie...



1 komentarz:

  1. Andziu z jednej strony to Ci współczuję tak nagłego dowiadywania się o potrzebie pomocy w szkole. Z drugiej strony to taka wiadomość nagła daje rozpęd do zrobienia czegoś i nie zastanawiania się czy podołam. MUSZĘ!
    Obecnie mnie omijają takie sytuacje, bo jestem na emeryturze, a dzieciaki za granicą. Tę trójkę dzieci (wnuków), która pozostała nie przynoszą takich wiadomości. Szkoła jest dość spora i chyba mają już etatowych do wszelkich dekoracji i robótek.
    miłego dnia i bierz się biegusiem do roboty.
    Potem się pochwal co zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń